Witryna nie wykorzystuje plików cookie do zbierania poufnych danych Użytkownika. Więcej w polityce prywatności.
Strona główna
konkurs prenumerata wyszukiwarka facebook

9 '2014







Miasta dla ludzi

Życie między budynkami

Produkty dla Architekta 2014







Oferta dla Architekta

Oferta dla Architekta



 

p a t r o n a t y
m e d i a l n e


„Szczecin jest miastem z potencjałem” — twierdzą jego mieszkańcy, „cóż z tego, skoro nie w pełni wykorzystanym” — dodają. Trudno się dziwić tej, zauważalnej w każdej niemal rozmowie o tym mieście, nucie sceptycyzmu, skoro prawie jedna czwarta miasta znajduje się pod wodą, w tym rzeką, której nadbrzeże wcale nie jest tak zagospodarowane, jak oczami wyobraźni można by zobaczyć. Spróbujmy więc naszkicować bardzo realny, ale wciąż odległy w dzisiejszym kontekście, obrazek: letnie popołudnie, po koncercie np. w Filharmonii albo po wernisażu w muzeum „Przełomy”, albo z każdego innego powodu, który jest dobry, żeby wyjść z domu, ludzie idą spotkać się „na Wałach”. (Wały Chrobrego to nadrzeczne bulwary, które dzisiaj żyją tylko przy okazji jakiegoś festynu albo innej cyklicznej imprezy typu Dni Morza — przyp. red). Na owych Wałach, które są teraz bardzo szerokim deptakiem (poszerzonym o wielopasmową ulicę, która była tam kiedyś i która skutecznie oddzielała miasto od wody), mnóstwo ludzi spędza swój wolny czas. Siedzą na ławkach, popijają kawę czy inne napoje w kawiarniach, jeżdżą na rolkach albo na rowerze. Leżą na trawie, rozmawiają, śmieją się, ktoś czyta książkę czy gazetę albo po prostu patrzy w dal, na rzekę i jej zagospodarowane wyspy. Biegają dzieci, psy. Po prostu fragment miasta, który tętni życiem i przyciąga mieszkańców. Mieszkańców, dodajmy, którzy uwielbiają swoje miasto. Sielanka? Nie, tak mógłby funkcjonować Szczecin. Czy będzie? Czas pokaże. Jeszcze trzy lata temu, w rozmowie z władzami miasta usłyszałam, że to nierealne: bo kosztuje olbrzymie pieniądze, bo rozbija się o decyzje w Warszawie, która Szczecinem się mało interesuje, bo są pilniejsze sprawy do zrobienia, bo to, bo tamto. Dzisiaj nie jest to już taka odległa wizja. Powoli zaczyna się coś w tym temacie zmieniać, czego wyraz dał w rozmowie z Anią Popiel-Moszyńską architekt miejski Jarosław Bondar. Dodatkowo, nowy budynek Filharmonii czy sąsiadujące z nim „Przełomy” mają szansę napędzić architurystykę, a ta może stać się impulsem do nadchodzących zmian. A jest co w tym mieście zobaczyć — projekty nieżyjącego już Zbigniewa Abrahamowicza (jak choćby Teatr Letni), wille miejskie na Pogodnie, piękne założenia parkowe, urbanistyka na najwyższym poziomie, najstarsze kino w Europie, Zamek Książąt Pomorskich itp. itd.

I wiadomo, to jest proces, który wymaga czasu. Ale nie tylko. Chyba przede wszystkim wymaga to świadomych i odważnych decyzji. Na szczęście, komenda „cała naprzód!” już została wydana.


Małgorzata Tomczak

 

g ł ó w n e    p r e z e n t a c j e :


Szczecin – cała naprzód

transformacja szczecińskich przestrzeni nadwodnych

Czy nadwodne położenie Szczecina może stać się nowym impulsem do rozwoju? Szczecin bardzo często określany jest jako miasto z olbrzymim potencjałem, który jednak nie jest w pełni wykorzystywany. Tymczasem wydano komendę: cała naprzód! Szczecin ponownie próbuje wypłynąć na szerokie wody, maszyny wprawiono w ruch. Ale czy starczy mocy, aby urzeczywistnić śmiałe wizje?
 
kompromisy

kierunki rozwoju Szczecina

Jak to jest z tym Szczecinem? Trzynaście lat mieszkam już w innym miejscu, lecz ze Szczecina pochodzę. Jego dobrobyt, piękno i dobre funkcjonowanie są dla mnie, mimo upływu czasu, bardzo ważne. Uważam, że miasto to ma do tego doskonałe warunki „startowe”: bliskość wody, dogodne przygraniczne położenie, rozległe lasy wokół i bardzo wartościową tkankę miejską. Od paru lat widzę pozytywne zmiany — jak choćby budowa i otwarcie gmachów Filharmonii czy centrum „Przełomy”, które umiejscawiają Szczecin na architektonicznej mapie Polski, na szczęście i nareszcie. Tylko, czy to nam wystarczy? Kiedy tu przyjeżdżam i chodzę na przykład po śródmieściu — to widzę puste, zabite deskami usługowe partery, wyludnienie, meneli w bramach — widzę miasto, które nie żyje.
 
skok w stronę nowoczesności

Filharmonia Szczecińska

Przez wiele lat, w zderzeniu z obrazem zachodnich miast portowych, Szczecin wypadał naprawdę blado. Smutne, szare miasto, znane jedynie z produkcji paprykarza i filmów o gangsterach. Szczecin musiał jednak mieć w sobie jakiś mroczny klimat, skoro jednego z reżyserów zainspirował do mianowania tego miasta „stolicą polskiej mafii”, gdzie swoją siedzibę miał jeden z filmowych bohaterów, niejaki Krzysztof Jarzyna ze Szczecina — „Szef wszystkich Szefów”. Dziś, można mieć nadzieję, że od września tego roku Szczecin stanie się stolicą nie mafii, lecz muzyki symfonicznej, a obiekt nowej filharmonii znajdzie swoje miejsce na mapie znamienitych europejskich sal koncertowych.
 
ćwierćwiecze

rozmowa z Jackiem Lenartem

Założyliśmy pracownię u zarania niepodległej Polski. Cały ten okres jest więc naszym wspólnym doświadczeniem. Szczecin w pierwszym okresie lat dziewięćdziesiątych był wiodącym ośrodkiem przemian. Bliskość Zachodu, etos miasta zbuntowanego, powracający z emigracji zewnętrznej i wewnętrznej przedstawiciele nowych „posolidarnościowych” elit — wszystko to przyczyniło się do zbudowania w mieście atmosfery otwarcia na zmiany.
 
gra w miasto

rozmowa z Markiem Orłowskim

Udana rewitalizacja kwartałów turzyńskich pokazała, jak fantastycznym miejscem do życia może być zabudowa z przełomu XIX i XX wieku. Poza tym dzisiaj już wiemy, jak komfortowe może być życie w samym mieście, zwłaszcza tak zielonym jak Szczecin, i że możliwość chodzenia do pracy na piechotę to dobro dostępne nielicznym. Niestety, problematyczna jest też mieszana struktura własnościowa, to znaczy sytuacja, gdy komunalna własność i mieszkania własnościowe blokują rewitalizację w postaci zwyczajnych remontów, jakie mogliby przeprowadzić prywatni właściciele kamienic. Niezbędne więc są kosztowne programy rewitalizacyjne.
 
miasto z wyboru

rozmowa z Miłoszem Raczyńskim

Szczecin jest faktycznie zielony i „pełen wody”. Przynajmniej w tej kwestii niewiele się zmieniło od wieków. Wynikające z tego olbrzymie walory krajobrazowe i lokalizacyjne to niewątpliwie realny potencjał miasta. Ktoś odpowiedzialny za marketing w mieście w końcu to dostrzegł i umiejętnie wykorzystał. Zieleń i woda z reguły dobrze się kojarzą i wzbudzają pozytywne konotacje. Szczerze mówiąc, do końca nie wiem, czym tak naprawdę stać się ma Szczecin pod szyldem „Floating Garden”. Pamiętam natomiast, że pełna nazwa tej akcji piarowskiej brzmi „Floating Garden 2050”, może więc, po prostu, należy uzbroić się w cierpliwość i doświadczyć tego osobiście.
 
ból miasta

rozmowa z Markiem Sietnickim

Cały czas tempo rozwoju Szczecina w porównaniu do innych dużych miast polskich jest co najmniej niezadowalające. Mówimy o jednym budynku basenu olimpijskiego, jednej filharmonii i kameralnym budynku muzeum, w sumie około 300 mln zł zainwestowanych w budynki publiczne, których nie musimy się wstydzić. Z drugiej strony przez to, że przed tymi inwestycjami nie działo się praktycznie nic, ich siła oddziaływania rośnie i ludzie związani z architekturą są po raz pierwszy od wielu lat rzeczywiście dumni z tych inwestycji.
 
projektowanie na miarę

rozmowa z Olgą Sietnicką

Trudno mi tak jednoznacznie oddzielić projektowanie krajobrazu od projektowania wnętrz, mebli czy grafiki użytkowej. Od lat zajmuje mnie projektowanie zwykłych miejsc, w których moi klienci spędzają mnóstwo czasu i które widzą każdego dnia. Celem jest stworzenie sprzyjającego otoczenia, przyjaznej przestrzeni. Podążanie za szeroko rozumianą „estetyką codzienności” powoduje, że granice dyscyplin się zacierają, ogród jest kontynuacją wnętrza domu, grafika menu podąża za klimatem restauracji. Szukam rozwiązań wygodnych i praktycznych, a jednocześnie trwałych — domów łatwych do posprzątania, zieleńców łatwych do utrzymania. Trwałość oznacza również atrakcyjność, która nie przeminie wraz z krótkotrwałą modą, a w przypadku krajobrazów oznacza zwykłą odporność na kapryśny lokalny klimat (stąd upodobanie do rodzimej roślinności).
 
zajezdnia sztuki

rozmowa z Michałem Czasnojciem

Największym wyzwaniem [Muzeum Techniki i Komunikacji Miejskiej w Szczecinie — przyp. red], zwłaszcza na samym początku projektowania, był brak jakichkolwiek wytycznych co do ekspozycji, jej charakteru, czy choćby liczby eksponatów. Było jedynie wiadomo, że będzie to kilka zabytkowych tramwajów i bodajże jeden autobus komunikacji miejskiej. Wiadomo było, że trzeba przewidzieć zaplecze naprawczo-remontowe dla pojazdów szynowych oraz utrzymać częściowo sprawną trakcję tramwajową, zwłaszcza na placu przed zajezdnią.
 
 
 
c y k l e   A & B :

   
procesy i własności

rozmowa z architektami z Apropiación del Espacio

Na dzień przed spotkaniem, w rozmowie telefonicznej powiedzieli mi, że w biurze ich raczej nie zastanę (mimo umówionego terminu). Pewnie będą na budowie, trzy numery dalej — pomyślałem — właśnie kończą kolejną klubokawiarnię. Jak już tam dotarłem, okazało się, że można tam kupić prasę, książki… i rośliny, głównie kaktusy. To kolejny po Café Zena projekt z serii „Espacio libre para hacer cosas” (przestrzeń do działania), który nie tylko przyciąga klientów, ale przede wszystkim słuchaczy licznych spotkań i wykładów. Zanim zaczęliśmy rozmowę, pokazali mi swój kolejny projekt „Muebles para Uso Público” (meble miejskie).
 
 

p o d g l ą d    n u m e r u :

 




  

 

 

 

 
    

 


   

 

Dodaj Dodaj
Serwer FTP
1992-2014 © Wydawnictwo "RAM", wydawca miesięcznika A&B.